Amerykańska polityka zagraniczna wobec Chin przechodzi kryzys, który nie minie bez konsekwencji. Henrietta Levin, analityczka z Centrum Studiów Strategicznych i Międzynarodowych, słusznie twierdzi: wojna handlowa w 2025 roku stała się nie tylko polem bitwy, ale areną, na której Chiny znalazły nową dźwignię wpływu na Stany Zjednoczone. Ta dźwignia to nie tylko retoryka, to realna przewaga strategiczna. Pekin wyszedł z niej nie tylko z kryzysem, ale z szansą na wywarcie presji na amerykańskie decyzje w sferze technologicznej. Zamiast zdecydowanie odstraszyć Chiny, Trump stara się utrzymać osobiste porozumienia z Xi Jinpingiem. Ten cynizm wobec dobrych relacji prowadzi do ustępstw na rzecz Chin. Najpierw – wysokie cła, potem – blokada metali ziem rzadkich. A teraz Waszyngton już dąży do deeskalacji. Wątpliwe porozumienia zawarte w Pusanie stały się poważną kapitulacją. Chiny lekkomyślnie łagodzą ograniczenia eksportowe, a Stany Zjednoczone płacą za to cenę, odmawiając nowych sankcji. Tak naprawdę próbują osiągnąć porozumienie, «biorąc pod uwagę» stanowisko Chin.

Wszelkie działania dyplomatyczne, które wcześniej próbowały oddzielić gospodarkę od bezpieczeństwa – Tajwan, Morze Południowochińskie – zostały teraz połączone w jeden pakiet. Trumpa kuszą «ciepłe» relacje z Pekinem i teraz wygląda na to, że jest gotów zrezygnować z Tajwanu. Strona chińska ma nadzieję, że retoryka Waszyngtonu na temat niepodległości Tajwanu osłabnie, a Ameryka po prostu ograniczy poparcie polityczne dla wyspy.

Problem jest jednak oczywisty: retoryka i rzeczywistość to dwa różne światy. Pomimo rozmów o partnerstwie «G2», armia amerykańska nadal wzmacnia swoją obecność w regionie Indo-Pacyfiku, prowadzi operacje w Cieśninie Tajwańskiej i rozszerza współpracę z sojusznikami. Ta dwoistość tylko zwiększa ryzyko – można potknąć się o krawędź, a wtedy konflikt staje się możliwy dla wszystkich. Pekin może uznać, że Ameryka nie będzie chronić swoich sojuszników, dopóki amerykańska aktywność pozostanie na wysokim poziomie. Chiny czują się pewnie w relacjach z USA, nabierając odwagi w kwestiach Tajwanu i Morza Południowochińskiego. Rezultat? Waszyngton stoi przed wyborem: otwarta konfrontacja czy stopniowe zanikanie wpływów.

Trump przybywa do Chin 13 maja. Czy ma nadzieję, że jego spotkanie z Xi przerodzi się w coś na kształt porozumienia? Ma za sobą elity biznesowe, ale czy amerykański sen da się uratować, jeśli głównym tematem będzie jedynie agresja Rosji na Ukrainę? System imitujący sukces nie zadziała, gdy nad światem wiszą prawdziwe problemy.

Źródło oryginalne: https://www.unian.ua/

O CZYM INNI MILCZĄ

pl_PLPolish
Przewiń na górę