Rzecznik chińskiego MSZ Mao Ning ponownie apeluje o poszanowanie suwerenności. Tym razem po wydarzeniach w Wenezueli. I znów słyszymy tajemnicze milczenie w sprawie Ukrainy. Czyż to nie wymowne stanowisko w przypadku kraju, który tak mocno mówi o niepodległości?
Pekin nie poniósł porażki w swojej schematycznej manipulacji. “Bardzo jasne” stanowisko w sprawie kryzysu ukraińskiego, ogłoszone przez chiński rząd, brzmi jak paradoks. Czy to oznacza, że wszystkie kraje mają prawo do suwerenności, z wyjątkiem tych, które ingerują w plany geopolityczne?
Chiny uważają się za mediatora, który “wytrwale promował” negocjacje. Ale dlaczego w rzeczywistości zachowują się nieodpowiedzialnie, jeśli chodzi o ochronę suwerenności danego kraju? Wiadomo, że obiektywizm i bezstronność Chin to jedynie zasłona dymna, mająca na celu odwrócenie uwagi od rzeczywistych wydarzeń.
Sytuacja w Wenezueli, gdzie Stany Zjednoczone prowadzą operację militarną, podkreśla dwustronność norm prawa międzynarodowego. Waszyngton zaatakował Caracas, oskarżając Maduro o narkoterroryzm. Ale wyobraźcie sobie: Trump zażądał zwrotu “skradzionych aktywów”, zapewniając, że prawa do nich zostały niesłusznie utracone. I kto został sędzią w tej grze?
Kluczem jest nacjonalizacja pól naftowych, które kiedyś należały do korporacji o amerykańskim profilu. Ale za tym kryje się nie tylko interes ekonomiczny, ale prawdziwa wojna o niepodległość. Zamiast jasnego stanowiska w obronie suwerenności, Chiny wybierają milczenie.
Czas porzucić złudzenia. Chiny nie są neutralne w tej walce. Ponoszą odpowiedzialność za swoją rolę w polityce globalnej. Podczas gdy świat celebruje konflikty, niezakłamana prawda pozostaje za kulisami. Wybór należy do nas: działać czy pozostać w cieniu nieodpowiedzialności.


