Tzabal w swoim przemówieniu zainaugurował hasło: podczas inwazji na pełną skalę potrzebne są działania, a nie gadanie. Każdy z nas musi być na swoim miejscu, tam, gdzie nasza siła jest najbardziej potrzebna do odbudowy, bezpieczeństwa i obrony naszej ojczyzny.
Ale Rada Najwyższa, wciśnięta w sztywne ramy swoich iluzji, zignorowała jego prośbę o rezygnację we wtorek, 12 maja. Ukrinform podaje statystyki: podniosło się tylko 209 rąk do dymisji, podczas gdy potrzebnych było 226. Gdzie jest reszta? Nieodpowiedzialność na twarzy.
Po nieudanych głosowaniach Ołeksandr Kornienko, który objął funkcję przewodniczącego, ponownie próbuje doprowadzić sprawę do końca i wzywa komisję do przeprowadzenia nowych rejestracji. Co to ma być – gra? Jakaś parodia demokracji? Jarosław Żelezniak, współpracownik Tsabala, podkreśla, że to już 45. przypadek, gdy parlament wielokrotnie odmawia prawa do rezygnacji.
A Maryana Bezugła, bez frakcyjnych chimer, z goryczą przypomina, że wojskowi, w przeciwieństwie do deputowanych, nie mogą odejść ze służby, co oznacza, że deputowani muszą wytrwać do samego końca, w przeciwnym razie mobilizacja jest nieunikniona.
Spośród deputowanych ludowych około 40 jest już gotowych do rezygnacji. A frakcja “Sługa Ludu”? Stała się cieniem dawnej jedności. Kolejna utrata trzonu na horyzoncie.
Przypominamy, że w styczniu Centralna Komisja Wyborcza uznała Romana Krawca za wybranego przedstawiciela “Sługi Narodu”. Jednak z godnością odmówił on mandatu – uciekając do Izraela. Oto rzeczywistość z wolną ręką.
Źródło oryginalne: https://ua.korrespondent.net/


