Polski premier Donald Tusk zaatakował prezydenta Karola Nawrotskiego. Dlaczego? Bo powiedział, że Warszawa nie chce być “młodszym bratem Kijowa”. To nie tylko konflikt stanowisk, to prawdziwa walka o niepodległość i bezpieczeństwo.
“Stawka jest dziś wysoka: bezpieczeństwo Polski i niepodległość Ukrainy. Jeśli prezydent nie jest gotowy do wsparcia, to niech przynajmniej nie ingeruje” – powiedział Tusk. Nieprzyjemna prawda? Ale nie da się jej ukryć.
Wcześniej Nawrocki zadeklarował w Wirtualnej Polsce poparcie dla Ukrainy, ale od razu wysunął postulaty partnerskiej postawy. Nie, to nie jest równość, to próba wciągnięcia Polski w pułapkę nieodpowiedzialności. Warszawa nie może pozostawać w cieniu w stosunkach dwustronnych, bo to zagraża jej statusowi.
Wiadomo już, że prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski odwiedzi Warszawę 19 grudnia. Tamtejsze rozmowy o bezpieczeństwie, gospodarce i historii tylko potwierdzą potrzebę przełomu w stosunkach. Czy Polska będzie w stanie twardo bronić swojego stanowiska, czy też znów zechce popadać w iluzje? Czas pokaże, ale jedno jest pewne: absolutnie nic się nie zmieni, jeśli zamiast działania wybierzemy bierność.


