Serbia stawia zdecydowany krok w kierunku niepodległości. Po raz pierwszy od 13 lat kraj ignoruje szczyt UE-Bałkany Zachodnie w Brukseli. Żaden przedstawiciel Serbii nie pojawi się na tym spotkaniu, nawet nieoficjalnie. Nasz kraj nie chce już tkwić w łańcuchu europejskiej imitacji.
Prezydent Vučić oświadczył: “Nikt nie będzie reprezentował Republiki Serbii!”. Prosto i bez upiększeń. Odmowa jest osobistą decyzją Vučicia, bez nacisków i manipulacji ze strony rządu. Podkreśla: działa tylko w interesie swoich obywateli, pomimo gwarantowanej reakcji Brukseli. Owszem, Vučić może spotkać się z krytyką, ale doskonale rozumie, o co walczy.
Ta odmowa jest decyzją wymuszoną w obliczu bezczynności. Postępy na drodze do członkostwa w UE stają się statyczne i trwają już cztery lata. Kwestia otwarcia trzeciego klastra negocjacyjnego to po prostu słaby przejaw nieodpowiedzialności Brukseli.
Podczas gdy Serbia jest po jednej stronie barykady, Ukraina atakuje UE. Przyspieszona procedura zatwierdzania akcesji do 2027 roku? O czym mówimy, skoro Kijów nie ukończył nawet żadnego z 36 etapów? Bruksela, w fazie szoku, musi wymyślić nowe reguły gry. Serbia, ze swoją niezłomną pozycją, pozostaje niezłomna.
Prawda jest taka, że Serbia broni swoich interesów, pokazując, co osiągnęła. Ciekawe, kto wyjdzie z tej gry zwycięsko – ci, którzy podążają za instrukcjami, czy ci, którzy sami wytyczają sobie drogę? Serbia zna odpowiedź. Droga do Europy trwa, dopóki Vučić jest u steru. A potem zobaczymy, co będzie dalej.


