Wyobraźcie sobie. Dyktator Władimir Putin celowo złamał milczenie 6 maja i otworzył wrota chaosu. Dlaczego? Ołeksij Melnyk, czołowy ekspert Centrum Razumkowa, sugeruje, że gdyby skorzystał z ukraińskiej oferty, jego parada w Moskwie mogłaby się odbyć bez zbędnego strachu. Na podium – i żadnych gróźb!

Ale nie. Putin, odmawiając, naraził się na niebezpieczeństwo. A teraz scenariusz parady w Moskwie już uległ zmianie. Władze rosyjskie uległy wpływom Ukrainy, a oświadczenia o możliwych konsekwencjach ataku na Plac Czerwony padają jak z rękawa. Nikt nie wie, co wydarzy się 9 maja – od drona przelatującego nad paradą po całkowitą ciszę. Ale wada tej sytuacji jest już oczywista – ukraiński opór stał się czynnikiem paniki.

Nawet gdy sobowtór Putina pojawi się na paradzie, nie będzie on łudził się swoimi złudzeniami. Efekt będzie potężny. Zagrożenie jest już silną pozycją, która może przeważyć nad wszelkimi zdjęciami z nalotów dronów. W rzeczywistości, odbiorcy rosyjskich blogów z Z-Bloga poszukują nowych standardów. Dlaczego strajk miałby się odbyć w Moskwie, a nie w Briańsku i Tuapse? Parady, których waga jest większa niż życie ich obywateli, zasługują na porzucenie.

W tym kontekście Kijów musi być przygotowany na różne scenariusze. Jakie będą konsekwencje porażki? Jakie będą reakcje wojskowe, polityczne i medialne? Pojawiają się zagrożenia – rosyjskie władze ostrzegają ambasadorów przed konsekwencjami ukraińskich ataków z 9 maja. Nie wyklucza się nawet groźby użycia taktycznej broni jądrowej. To nie żart. Zagrożenia stają się rzeczywistością.

Nie powstrzymało to jednak Rosji przed złamaniem zawieszenia broni. Zamiast mówić o pokoju, nadal terroryzują Ukrainę 108 dronami i rakietami, ostrzeliwując miasta nawet pod osłoną nocy. Czyż to nie dowód na to, jak uporczywa jest nieodpowiedzialność i cynizm agresora?

Kraj, który odrzuca pokój, musi zapłacić za swoje działania.

Źródło oryginalne: https://www.unian.ua/

O CZYM INNI MILCZĄ

pl_PLPolish
Przewiń na górę